Lutowanie. 7 praktycznych zastosowań

Lutowanie? A kto dziś jeszcze lutuje? Taki komentarz usłyszałem, gdy powiedziałem znajomemu o nowej książce, którą zobaczyłem w księgarni internetowej. 

Nie zawsze pierwsze skojarzenie jest poprawne. Lutowanie twarde dotyczy np. miedzi. Bez niego by nie było wielu instalacji rozprowadzających ciepło w domkach jednorodzinnych.  

Lutowanie miękkie 

Skoro jest lutowanie twarde to musi być i miękkie. Z nim mamy do czynienia w elektrotechnice i elektronice. Końcówki kabli nie będą pokrywały się tlenkami, gdy zostaną oczyszczone i pobielone cyną. Okazuje się, że lutowanie wiązki elektrycznej nie jest zadaniem trywialnym. Gdy nie wystarczają kalafonia i cyna – potrzebna jest… aspiryna. Takich sekretów można się było nauczyć na zajęciach praktycznych w technikum elektronicznym. 

Lutownica lutownicy nie równa 

Wiedzieć jak to jeszcze nie wszystko. Trzeba mieć czym. I tutaj pojawia się pytanie „Czy lutownica transformatorowa jest najlepszym rozwiązaniem?”. Okazuje się, że fakt, iż dysponuje dużą mocą, błyskawicznie się nagrzewa może być… wadą. 

Sztuka dla sztuki? 

Lutowanie to umiejętność praktyczna. Ktoś, kto potrafi lutować i ma niezbędny sprzęt może z tego zrobić źródło dochodu. W serwisach ogłoszeniowych mnóstwo jest ofert typu: „Praca lutowanie”, „Praca montaż układów elektronicznych”, „Praca montaż układów elektronicznych w domu”, „Wykonywanie sznurów”, „Demontaż układów elektronicznych”. 

Zatem może być to zajęcie chałupnicze, praca dodatkowa a oprócz tego umiejętność wykonania napraw i montażu osprzętu elektrycznego we własnym zakresie. 

Czy wymaga to dużych nakładów finansowych? Na nabycie podstawowego sprzętu i praktycznego samouczka-poradnika wystarczy kwota około stu złotych.  

Kliknij teraz miniaturę okładki, a dowiesz się więcej 

Lutowanie. 7 zastosowań

Nieuniknione – Jak inteligentne technologie zmienią naszą przyszłość

Czy zmiany są rzeczywiście nieuniknione?

Spotkałam kiedyś fachowca powtarzającego „od 20 lat tak robię i zawsze było dobrze”. Czy rzeczywiście?

W firmach powtarzano pracownikom „Musicie przyjechać do pracy i być tu przez określoną liczbę godzin”. Czy rzeczywiście?

Powszechne było przekonanie „trzeba osobiście wybrać się do przychodni na wizytę żeby dostać receptę na leki”. Czy rzeczywiście?

Ostatnie tygodnie zweryfikowały wiele naszych przekonań. Pojawił się Coronawirus i namieszał. Okazało się, że tysiące ludzi mogą pracować w domu oraz że warto być elastycznym i kreatywnym aby pozostać na rynku pracy. Czy zmiany są nieuniknione bez względu na to co o tym sądzimy?

„Nieuniknione” Kevin Kelly

Co jest Nieuniknione?

Nieuniknione

Przeczytaliśmy z Witkiem świetną książkę. Autor Kevin Kelly opisał 12 obszarów naszego życia i otoczenia pod kątem zachodzących zmian. Przytoczę jedno zdanie z książki – „Pod koniec 1994 roku magazyn Time wyjaśniał swoim czytelnikom, dlaczego internet nigdy nie stanie się zjawiskiem masowym.”. Gdyby ktoś dzisiaj wygłosił takie przekonanie brzmiałoby bardzo dziwnie. A przecież lata 90-te były całkiem niedawno. Kevin Kelly przyjrzał się temu jak zmienia się świat, nasze otoczenie, praca zawodowa i na podstawie zmian, które już zaszły bądź zachodzą narysował wizję przyszłości. Całkiem niedalekiej.

Często nasze wyobrażenia opieramy o to co już znamy. Znaliśmy papierowe gazety wypełniane treścią i zdjęciami przez dziennikarzy. Wiadomo, dziennikarzy jest określona liczba więc jak dadzą radę zapełnić tekstami internet. A teraz …. Codziennie w sieci udostępnia się ponad 100 milionów krótkich filmów wideo. I robią to ludzie nie mający nic wspólnego z dziennikarstwem. A ile tekstów pisanych się pojawia?  W mediach społecznościowych można spędzać godziny oglądając i czytając relacje zamieszczane przez innych. Za darmo, bo dla większości z nich nie jest to praca zarobkowa. Witek rano przy śniadaniu mówi „sąsiedzi pojechali do Zakopanego” . Okazało się, że wie o tym z facebooka a nie z bezpośredniej rozmowy z sąsiadami. Czy nam się to podoba czy nie, te zmiany cały czas zachodzą.

Inteligentne technologie

Nieuniknione Kevin Kelly

Nieuniknione Kevin Kelly

Straszenie nas technologią i sztuczną inteligencją, że pozbawi nas miejsc pracy jest dosyć popularne. Ale zupełnie bez sensu byłoby się tego bać i tracić zdrowie z powodu stresu. Lepiej zgodzić się z autorem książki „Nieuniknione”, że proces przekształcania trwa i ludzka wola go nie zatrzyma. Ale można się do różnych rzeczy przygotować.

Jak pokazuje historia ludzkości całkiem dobrze dajemy sobie radę w zmieniającym się świecie. Czasami pomarudzimy, czasami posmęcimy, ale potem prostujemy plecy i krok po kroku ruszamy dalej. Można walczyć ze sztuczną inteligencją (AI – artificial inteligence) a można wziąć przykład z mistrza szachowego. Gari Kasparow przegrał w szachy z superkomputerem ale się nie zniechęcił, tylko postanowił uczynić z AI sprzymierzeńca. I wprowadził do rozgrywek szachowych wsparcie człowieka przez sztuczną inteligencję jako opcję wyboru.

Witek dostał samochód zastępczy na czas naprawy swojego. Trochę pojeździł i jakie było zdziwienie gdy pojawił się przed nim napis – Powinieneś odpocząć, wykazujesz oznaki zmęczenia. Można się tego przestraszyć (jestem śledzony) lub skorzystać z podpowiedzi i odpocząć.  Przeczytanie książki „Nieuniknione” może pomóc w naszej mentalnej zmianie i zwiększyć kreatywność oraz zdolność do uczestniczenia w przemianach. Polecamy, bo to ciekawa lektura i dobrze się czyta.

Pierwsza wycieczka po kwarantannie – Gdańsk

Długo nas nie było ale pierwsza w naszym życiu pandemia wywołała różne zmiany w głowach i trybie życia. Absorbujące zmiany. Ale już wracamy do bloga 🙂 .

Gdańsk – co zobaczyliśmy w jeden dzień

Ostatnie półtora miesiąca spędziliśmy głównie w domu, pracując i organizując się w nowej rzeczywistości. Okazało się, że dajemy radę. Ja do czasu. Kolejne dni mijały w ten sam sposób – pobudka, poranne aktywności, praca z domu, czytanie, nauka angielskiego, w ramach atrakcji wyjście do spożywczaka. Po miesiącu takiego życia zaczęłam mieć dość. Więc jak tylko padło hasło: powoli zwiększamy aktywność, od razu wiedziałam, że muszę gdzieś jechać.

Wybór padł na Gdańsk. To przepiękne miasto z mnóstwem atrakcji. Ponieważ miejsca noclegowe były jeszcze nieosiągalne, muzea pozamykane, zgromadzenia i imprezy zakazane, pojechaliśmy na jeden dzień. Samochodem w jedną stronę to cztery godziny z przerwą na kawę i hot doga. W Gdańsku byliśmy 5 godzin a potem z powrotem do domu.

Spacer wśród kamieniczek

Pierwsza część to spacer – przemierzyliśmy ulicę Długą, Długi Targ, Mariacką (bardzo polecam) oraz Długie Pobrzeże nad Motławą. Ludzi niewiele, cisza i spokój, można było podziwiać kamienice, ich zdobienia i wykończenia. Witek był w Gdańsku po raz pierwszy, ja kolejny, ale te kamieniczki za każdym razem wywołują mój zachwyt.

 

 

 

Niektóre wąziutkie na jedną kolumnę okien, inne szersze – na trzy okna. Szare, kolorowe, zdobione rzeźbami, malowidłami, okiennicami – na co kogo było stać. Wzdłuż Długiego Targu, gdzie mieszkali bogatsi gdańszczanie, bardziej zdobne i okazałe. W wielu miejscach do kupienia cudeńka z bursztynu.

Gdańsk Brzeźno – spacer po plaży i molo

Druga część wycieczki to spacer nad morzem. Wybraliśmy okolice molo w Brzeźnie. Widok bezkresnego morza po półtora miesiąca oglądania głównie własnego mieszkania bezcenny. Fale pluskały, statki zmierzały do portów w Gdańsku i Gdyni. Z każdą kolejną godziną czułam jak wraca mi dobry nastrój. W restauracji nadmorskiej kupiliśmy dorsza z frytkami na wynos (bo jeszcze wszędzie obowiązywał zakaz działania stacjonarnego). Cieszyło nas wszystko – możliwość spacerowania, przestrzeń, brak tłumów, gapienie się na morze bez pośpiechu i bez patrzenia na zegarek.

Rozśmieszała nas zmiana zachowań jaka zaszła w niespełna 2 miesiące. Teraz przed zjedzeniem czegokolwiek, polewaliśmy ręce płynem dezynfekcyjnym. I pomyśleć, że kiedyś wystarczyło trzymać kanapkę przez papier lub torebkę.

Wycieczka do Gdańska była najlepszą psychoterapią i bardzo się cieszymy, że nie pomyśleliśmy: nie warto na jeden dzień.