Nasza historia

Nasza historia

Piszemy bloga już kilka miesięcy. Na początku była niepewność, czy będzie nam się chciało, czy będziemy mieli o czym pisać, czy po kilku wpisach nie przyjdzie nam do głowy, że fajniejsze jest garncarstwo itp. itd. Ale zdania nie zmieniliśmy, nadal cieszymy się z pomysłu, iż życie zaczyna się po pięćdziesiątce. Bo dzieci odchowane, nogi i ręce się ruszają, rozterek życiowych jakby mniej. Skoro tyle wytrwaliśmy i nie zamierzamy przestać cieszyć się życiem, postanowiliśmy się bardziej przedstawić. Chętnie będziemy poznawać również czytelników naszego bloga. A może kiedyś jakaś wspólna wycieczka?

Nasza historia – Kasia

Na imię mam Kasia i pierwsze 20 lat swojego życia spędziłam w Radomiu. Wychowałam się w czasach kiedy każdą wolną chwilę spędzało się na podwórku. Było super. Dzieliliśmy się wszystkim (jedzeniem, gumą Donald, wrotkami….), gadaliśmy godzinami, graliśmy w karty i w gumę. Potem drogi się rozeszły a moja poprowadziła do Lublina na Akademię Medyczną. Zbyt przykładną studentką nie byłam, zdecydowanie bardziej pasjonowała mnie włóczęga z plecakiem po Roztoczu i w górach.

Kasia

Kasia

Ale małymi krokami do przodu. Po 3 roku zdecydowaliśmy z Witkiem się pobrać (znaliśmy się już 4 lata) i wspólnie zamieszkaliśmy w Warszawie. Po ślubie zmieniła się perspektywa patrzenia, studia były już raczej obowiązkiem, który trzeba skończyć, żeby iść do pracy i zacząć zarabiać pieniądze. I tak oto zostałam lekarzem. Szczęście miałam ogromne bo w pierwszych latach pracy zawodowej napotkałam na swojej drodze wspaniałych, mądrych lekarzy, od których mogłam się uczyć. Szczególnie ciepło i do końca życia zachowam wspomnienia związane z Panią Profesor Frank-Piskorską, której już niestety nie ma z nami.

 

Codzienność  to głównie praca w warszawskim szpitalu, nauka, zrobienie 3 stopni specjalizacji, napisanie doktoratu, pisanie książek medycznych, uczenie studentów. Hmm, jak się w którymś momencie zastanowiłam to strasznie dużo było tej pracy. I pomyślałam, że skoro pamiętam o czym marzyłam mając 10 lat, to może warto ustalić inaczej priorytety i przegrupować siły.

Atar

Atar

I w naszej rodzinie (wówczas 3 osobowej) pojawiły się jeszcze 2 zabiedzone dwuletnie konie i 1 pies rasy Rodesian Ridgeback. Zrobiło się wesoło i bardzo odpowiedzialnie. Chcieliśmy mieć czas dla nowych członków rodziny. A one wniosły coś bardzo cennego – poczucie, że stanowimy zespół i współdziałamy ze sobą.

Lata mijały, syn dorósł, najpierw wyjechał na studia do Łodzi a potem do Anglii, żeby jeździć konno od rana do nocy. Po dwunastu wspaniałych latach odszedł nasz przyjaciel Atar.

Kalipso i Milton

Kalipso i Milton

Są nadal dwa duże futrzaki opisane w paszportach jako koń rasy małopolskiej. Życie toczy się nadal. Pomału zmniejszam czas  swojej aktywności lekarskiej. Chcę mieć czas na rozmowy z mężem i synem, na spotkania z ciekawymi ludźmi, na swoje pasje, na realizowanie marzeń, czytanie książek. Pilnuję swojego nastawienia, uciekam od ponurych i narzekających ludzi. I bardzo podoba mi się stare chińskie powiedzenie „Jeżeli chcesz być szczęśliwy to bądź”.

Nasza historia – Witek

Pierwszym wpisem w blogu „Życie zaczyna się po pięćdziesiątce” był  przedstawiający nas.  Od owego czasu minęło niemal siedem miesięcy. Pisanie zmusza do zastanawiania się. Krytycznego spoglądania na siebie i swoje prace. Pora na poszerzenie opisu.

Witek i Milton

Witek i Milton

Nie jestem osobą o jednoznacznie określonych zainteresowaniach. Mój start zawodowy przypadał na okres, gdy w Polsce pojawiały się komputery osobiste. Uległem temu trendowi i dowiedziałem się o nich sporo.

Gdy byłem w szkole podstawowej myślałem o tym, aby zostać nauczycielem fizyki lub chemii. Umiałem uczyć się tych przedmiotów, a moi rówieśnicy nie zawsze. Chciałem pokazywać ludziom jak są one proste a ich znajomość przydatna. Belfrem nie zostałem. Skończyłem politechnikę.

Z połączenia zainteresowania komputerami i popularyzowania wiedzy powstało pisanie o programach komputerowych. Chyba to moje ulubione zajęcie, bo zajmuję się nim od 1993 roku do dziś.

Równolegle w 2007 roku zacząłem zajmować się masażami. Mnie, parającego się naukami ścisłymi zaskoczyło jak bardzo chętnie uczę się ich tajników. Odkryłem, że usuwanie z lic ludzi cierpienia i powodowanie, że na ich twarzach i w oczach pojawia się uśmiech daje mi niesamowitą frajdę.

Informatyk, inżynier kojarzy się raczej z introwertykiem. Po pięćdziesiątej wiośnie życia zauważyłem jak dużą radość czerpię  z kontaktów z ludźmi. Okazało się, że introwertyzm był w moim przypadku narzucony przez środowisko. Na szczęście prawdziwa natura zatriumfowała. Na szczęście, bo wbrew niej da się żyć, ale jest trudniej. A tak mogę wykorzystywać cechy charakteru i umiejętności wyuczone.

Gdy poznawałem fizykę i chemię zastanawiałem się „Jak to mogę wykorzystać?”. Takie samo pytanie postawiłem sobie, gdy uświadomiłem sobie, że mam dwie natury. Okazało się, że mogę… stworzyć sobie alternatywę dla niepewnej emerytury. Dopatrywanie się w ludziach dobrego ułatwia mi kontakty a nimi. Systematyczność i podstawy wiedzy o komputerach pomagają w budowaniu społeczności w Internecie. Grupy rosną, a wraz z nimi sprzedaż. Będzie to źródło utrzymania, gdy nie będę już mógł masować i pisać.

Nie chodziłem jeszcze do szkoły a już z ojcem wyprawiałem się na ryby. Fascynował mnie podwodny świat, zwyczaje ryb, a na wyobraźnię działały giganty żyjące w odmętach. W 2003 roku w naszym życiu pojawiły się konie. Możliwość obserwowania ich, uczenia się komunikacji z nimi spowodowała, że na zwierzęta zacząłem patrzeć inaczej. Ryby przestałem łowić.

Nas już znacie. Chętnie poznamy czytelników naszego bloga.

Skansen w Radomiu

Muzeum Wsi Radomskiej – malowniczy skansen

Skansen Muzeum Wsi Radomskiej

Skansen Muzeum Wsi Radomskiej

Przy okazji odwiedzin rodziny w Radomiu padło hasło „chodźcie na wycieczkę do skansenu”. Pomysł okazał się świetny, miejsce ciekawe dla dużych i małych, położone w pięknym lesie. Do tego staw i rzeczka. Trasa spacerowa prowadzi poprzez kolejno zgrupowane tematycznie budynki zwane zespołem wiejskim, dworskim, sakralnym. Jest możliwość odpoczęcia na ławkach. Nam wycieczka zajęła około 3 godzin.

Skansen – zespół sakralny

Skansen Zespół sakralny

Zespół sakralny

Na ten zespół składają się drewniany kościół z Wolanowa, dzwonnica z XIX wieku, krzyż przydrożny i przyzagrodowe kapliczki.

Kościół pochodzi z XVIII wieku i jest jednym z nielicznych katolickich, drewnianych, zabytkowych kościołów na Mazowszu. Jego fundatorką była Anna Kwaśniewska, właścicielka pobliskich wsi. Przez lata wielokrotnie remontowany i malowany, stopniowo zmieniał wystrój wewnątrz. Skansen wzbogacił się o ten zabytek w latach 1994-1996.

 

 

 

Skansen wnętrze kościoła

Skansen wnętrze kościoła

Dzwony przypominały ludziom o czasie modlitwy, wzywały na nabożeństwa, informowały o czyjejś śmierci lub ważnych wydarzeniach (trochę takie social media). Wierzono, że bicie dzwonów połączone z modlitwą może przegonić burze i wichury. Zarówno krzyże jak i przydrożne kapliczki to elementy nierozerwalnie związane z polskim krajobrazem.

Skansen – zespół wiejski

Skansen chałupa wiejska

Skansen chałupa wiejska

Na ten zespół składa się dużo obiektów, między innymi: XIX i XX-wieczne chałupy z okolic Radomia, remiza, Dom Ludowy, kuźnia, wiatraki, stodoły, obory, kurniki, suszarnia tytoniu, sieczkarnia i olejarnia. We wnętrzach znajdują się ekspozycje obrazujące codzienne życie i pokazujące zróżnicowany stan majątkowy mieszkańców wsi. Można podziwiać dobrze wyposażone chałupy z wygodnymi łożami, obrusami na stołach i zasłonkami w oknach. W niektórych są nawet drewniane zabawki dla dzieci. Budynki są drewniane na podmurówce z kamieni polnych, pokryte strzechą ułożoną schodkowo. Wyglądają bardzo malowniczo.

 

 

Skansen chałupa biedniacza

Skansen chałupa biedniacza

Ale jest również tzw. chałupa biedniacza, będąca mieszkaniem ubogiej ludności, pracującej u gospodarzy posiadających ziemię. Osoby utrzymujące się z pracy najemnej jako wynagrodzenie otrzymywały najczęściej produkty rolne. Same nie posiadały żadnego majątku.

Na jednym z ogrodzonych podwórek mieszkają zwierzęta (kozy, króliki) i drób, co stanowi dużą atrakcję dla dzieci. Ekspozycje we wnętrzach dostosowywane są do zmieniających się  pór roku i świąt liturgicznych.

Skansen – zespół dworski

Skansen dworek

Skansen dworek

Główną ozdobą tego zespołu jest dworek z Pieczysk z 1780 r. Drewniany, podpiwniczony, na podmurówce z polnych kamieni, z dachem pokrytym gontem. We wnętrzu możemy podziwiać jadalnię z pokojem kredensowym, sypialnię, salon, gabinet. Wyposażenie różni się od chałup wiejskich, jest fortepian i piec kaflowy. Do ogrzewania wolę współczesne patenty ale piec kaflowy był piękny.

Skansen – ekspozycje i atrakcje

W pawilonie ekspozycyjnym można obejrzeć maszyny i narzędzia rolnicze oraz tzw. SAM-y czyli ciągniki produkowane samodzielnie przez rolników. Wystawa „Na wiejskiej drodze” prezentuje różnorodne środki transportu (wozy, sanie, bryczki i karetę).

Skansen

Skansen

W skansenie organizowane są również kiermasze i imprezy okolicznościowe przedstawiające zwyczaje związane z różnymi świętami oraz zmieniającymi się porami roku. U koleżanki widzieliśmy przepiękne bańki ozdobione techniką decoupage kupione w skansenie przed Wielkanocą.

W dzień naszej wycieczki imprez żadnych nie było, ale skansen nas zauroczył. Piękny starodrzew, zadbane otoczenie i eksponaty, ciekawa lekcja historii. Polecamy wszystkim szukającym interesujących miejsc na spacer.

 

Harmonia i optymizm w obozie koncentracyjnym

Harmonia uczuć po raz pierwszy

Od kilkunastu dni czytam książkę. Nie jest wcale taka gruba. Natrafiam w niej co chwila na coś co zmienia moje widzenie świata. Zatrzymuję się zszokowany. Gdy zdobyte informacje ułożę wracam do czytania i za chwilę bach! Znów rewolucja w dotyczasowych zapatrywaniach.

Książka a w każdym razie ta część, którą przeczytałem jest głównie o życiu w obozie koncentracyjnym Ravensbrück. Opisana jest scena egzekucji. O określonej porze, stale tej samej, drzwi baraku otwierały się. Więźniarki były wyczytywane po nazwisku. Wiedziały więc co je czeka. Żegnały się z towarzyszkami niedoli, czesały i wychodziły. Po chwili słychać było salwę. Wyczytane panie już nie były więcej widziane. Tyle książka.

Co mnie zszokowało? Zastanawiałem się jak ja bym się zachował w takiej sytuacji. Myślę, że będąc w obozie bym żył nadzieją na to, że za kilka tygodni, miesięcy a w najgorszym razie lat koszmar się skończy i wyjdę na wolność. Nagle okazuje się, że zamiast czasu nadziei, planów na to co zrobię po zakończeniu koszmaru zostają minuty. Wszystko inne się kończy. Ktoś przyznał sobie prawo aby o tym zadecydować. Wychodzę z baraku, staję przed żołnierzami. Na moje spotkanie pędzi kawałek stali i koniec.

Czy w takiej sytuacji bym myślał o żegnaniu się, czesaniu? Jaka w człowieku musi panować harmonia uczuć, aby tak się zachować.

Harmonia uczuć po raz drugi

Więźniowie oprócz pracy byli wykorzystywani również do eksperymentów. Szli oni na operację. W nogi mieli wszczepiane kawałki szkła, stali. Potem wracali do baraku. Poruszali się o kulach i do pracy już nie chodzili. Ci, którzy przeżyli obóz mieli na skutek niegojących się ran zdeformowane nogi, ubytki ciała.

Obóz przeżywały te osoby, które każdego dnia dbały o swój wygląd. Myły się, czyściły garderobę. Osoby, które przestawały bardzo szybko umierały.

Harmonia uczuć po raz trzeci

W obozie apele były trzy razy dziennie. Więźniowie stali na dworze i byli liczeni. Stali tak długo, aż stan się zgodził. Gdy ktoś zmarł, schował się – brakowało osoby. Wówczas apel przeciągał się do kilku godzin. Apele były także zimą. Niedożywieni więźniowie ubrani byli tylko w sukienne kurki bez podpinki zaś na stopach mieli chodaki. Podkładanie pod buty papieru było surowo zabronione. W takich okolicznościach bohaterka książki rozglądała się w poszukiwaniu piękna. Uśmiechała się na widok pokrytych śniegiem drzew oświetlanych promieniami słońca.

Harmonia uczuć… nastolatki

Taka siła, harmonia uczuć i optymizm zaskoczyły mnie tym bardziej, że bohaterka była bardzo młodą osobą. Gdy wybuchła II wojna światowa miała 18 lat.

Harmonia

Harmonia

Książka nie ma epatować wojennymi okrucieństwami. Dziennikarz stawia przemyślane pytania zaś autorka pogodnie odpowiada. W rezultacie powstała nie tania sensacja, ale wywiad uczący jak żyć.