Samo życie

Życie codzienne przed przeprowadzką

Nie będę owijać w bawełnę. Powiem wprost – jest ciężko. Pomimo, że pracujemy nad naszym nastawieniem, to poziom zmęczenia stał się tak duży, że stajemy się mało efektywni. Jak wygląda codzienne nasze życie od półtora miesiąca. Ano do wszystkich codziennych zajęć i obowiązków doszła likwidacja domu po 12 latach zbieractwa i znalezienie nowego lokum. Ale po kolei.

Życie na kredyt

Na realizację marzeń o domu na wsi zaciągnęliśmy kredyt na 30 lat czyli do 72 roku życia. Bosko. Śmialiśmy się z Witkiem, że chociaż bank będzie dzwonił do nas na starość i pytał się o nasze zdrowie :D. Ale było warto. Początkowe duże raty zmniejszyliśmy do minimum sprzedając warszawskie mieszkanie (wtedy jeszcze nic nie wiedzieliśmy o wynajmie krótkoterminowym). Potem przez kolejne lata realizowaliśmy marzenia w domu z ogrodem aż dojrzeliśmy do kolejnych zmian i stwierdziliśmy – chcemy nowych doświadczeń. Ok ale co robimy z kredytem? Można go było sprzedać z domem czyli przepisać na kolejnych mieszkańców. Ale postanowiliśmy inaczej. Wiemy, że ogromną frajdę daje robienie rzeczy do końca.

Nasz kredyt, my spłacamy od 13 lat, my spłacimy do końca. Początkowe myśli – ale nie mamy pieniędzy zwalczyliśmy natychmiast w myśl zasady „to na czym się skupiasz rośnie”. Skupiliśmy się na tym, że mamy mieć pieniądze na spłatę kredytu i urosło do potrzebnej kwoty. Znaleźliśmy każdą wciśniętą w kąt złotówkę i TADAMMM. Po zalogowaniu do banku na ekranie pojawił się napis – nie masz żadnych kredytów. Celebrate.

Życie na wyprzedaży garażowej

Życie na wyprzedaży garażowej

Życie na wyprzedaży garażowej

Przyszła pora na góry rzeczy. Szkoda tyle wyrzucić więc zabraliśmy się za segregację, wyrzucanie, wywożenie do odpowiednich punktów i sprzedawanie. Część na garażówkach (Wesoła, Ursynów), część na portalach internetowych.

Zajęło to dużo czasu ale nadaliśmy wielu rzeczom drugie życie i to cieszy. Ucieszyło również innych, którzy za niewielkie pieniądze mogli kupić coś fajnego. A na dodatek w naszych słoikach wyczyszczonych na okoliczność spłaty kredytu pojawiły się znowu pieniądze.

Życie na kartonach

Życie na kartonach

Życie na kartonach

Część rzeczy jest jednak potrzebna nam do życia, część ma zbyt dużą wartość emocjonalną, więc zostają z nami. Czyli zabieramy się za pakowanie. Karton za kartonem, torba za torbą, walizka za walizką…. Hm a wydawało nam się, że już mało zostało! Żebyśmy się tylko zmieścili w kolejnym mieszkaniu :D. Ilość rzeczy trzeba będzie jeszcze dopracować, temat pozostaje otwarty.

Życie w urzędach

Sprzedaż domu, spłata kredytu, zmiana siedziby naszych firm to wszystko wiąże się z jeżdżeniem po urzędach. Wielu, wielu urzędach. Ucieszyliśmy się, że nie pracujemy na etacie bo większość urzędów działa w godzinach pracy większości osób. Dzięki temu, że możemy zdecydować kiedy popracujemy, a kiedy nie, wizja załatwienia spraw urzędowych między 8 a 15 nie była przerażająca. Segregator z dokumentami pod pachę i w drogę.

Jesteśmy nadal przekonani, że sprzedając dom i wprowadzając kolejne  zmiany w nasze życie podjęliśmy słuszną decyzję. Czy mogliśmy zrobić to lepiej i z mniejszym zmęczeniem? Pewnie tak. Ale zamiast się kłócić gdy poziom zmęczenia niebezpiecznie się podniósł, pogadaliśmy o wszystkich dobrych rzeczy, które zrobiliśmy przez ostatnie 2 miesiące, ustaliliśmy, że najwyższy czas na „miniemeryturę” i wybraliśmy cel na marcowy weekend – Kazimierz nad Wisłą. Oczywiście relacja znajdzie się na blogu 😀

Kredyty – jak z nimi walczymy?

Kredyty

Kredyty są dobre, gdy pozwalają coś osiągnąć szybciej. Zamiast odkładać trzydzieści lat na dom na wsi mogliśmy go mieć niemal zaraz.

Czy to robi różnicę to, żeby cieszyć się urządzaniem własnego miejsca na ziemi, ogrodem, spacerami z psem w wieku lat czterdziestu, a nie siedemdziesięciu? Naszym  zdaniem robi!

Czy warto zapłacić koszty przyznania, odsetki? Warto! Kupuje się za to rzecz bezcenną – czas. Lata życia, które się spędza w sposób wymarzony.

Słodkie kredyty

Kredyty są jak słodycze – przyjemnie się je bierze. Gorzej jest gdy się przedawkuje. Robi się mdło, jeśli dochody spadają, a odsetki pozostają lub co gorsza rosną. Wtedy śpi się jak niemowlę. My co chwilę się budziliśmy. Mieliśmy świadomość, że jeśli komuś z nas coś się stanie, zabraknie dochodów jednej osoby – możemy wylądować na ulicy. Stąd pomyśleliśmy o ograniczeniu naszej ukochanej jazdy konnej. Dlaczego? Bo to sport urazowy.

Tło

Czasami w nasze życie ingeruje Opatrzność. Kilka lat temu wpadła w nasze ręce książka Harva Ekera “Bogaty albo biedny”. Wspaniała pozycja pokazująca prawdziwą rolę pieniędzy w życiu człowieka. Coś zaczęło nam świtać w głowach, ale do czynów i skutecznego działania było daleko.

Opatrzność uznała, że trzeba nami silniej potrząsnąć. Impuls drugi to szkolenie MMI (Millionaire Mind Intensive). Treści są podobne jak w książce. Różnica jest jedna. Prowadzi je człowiek, który sam przeszedł drogę od pracy do wolności finansowej.  Na szkoleniu dowiedzieliśmy się między innymi, że jesteśmy finansowymi unikaczami, skąd się biorą nasze obciążenia i jak można sobie z problemami poradzić.

Balast

Na szczęście MMI nie jest wykładem, a szkoleniem, gdzie pracuje się nad sobą. Gdy samemu doszedłem do wniosku, że unikam tematu pieniędzy uznałem to za super odkrycie. Gdyby powiedział mi to ktoś – w życiu bym się nie zgodził.

Skąd ten balast? Z dzieciństwa. Moi rodzice kłócili się o pieniądze. Chcieli się z tego powodu rozwodzić. Dla siedmiolatka świat się wówczas zawalił. Zapamiętałem to bardzo dobrze. Do tej pory pamiętam lęk, uczucie ścisku w gardle. W podświadomości pozostało skojarzenie – pieniądze – unikać, pozbywać się bo będzie nieprzyjemnie.

Zwrot

Gdy uczestniliśmy w MMI wiele razy przez nasze głowy przemknęła myśl – ten facet mówi o nas. Zwrot nastąpił w październiku 2017 roku. Potem jeszcze przeczytaliśmy książkę “Zapal się” Douglasa Scotta Nelsona. To on prowadził “nasze” MMI.

Sprawdzone sposoby

słoiki

słoiki

Wprowadziliśmy system słoików. Przychody dzielimy i wkładamy ustaloną część do słoika przeznaczonego na: wydatki konieczne, edukację, zabawę itp. Tak! W systemie słoików jest też miejsce na zabawę!!!!

Wydawało nam się po rozdysponowaniu środków, że nie mamy pieniędzy. W rzeczywistości mamy, tylko nie na przepuszczenie, ale załatwienie codziennych potrzeb. Gdy po prawie roku odkładania musiałem pójść na operację okazało się, że na rachunku (raz w miesiącu pieniądze ze słoika wpłacaliśmy do banku) “poduszka finansowa” jest suma pozwalająca na to, że mogę nie pracować miesiąc, przyjść do siebie, a na opłaty wystarczy. To nas umocniło w przekonaniu, że zaczynamy panować nad  tym co się dzieje.

 

Dochód czy praca?

Dochód

Dochód? Uczyłem się w czasach PRL-u. Gdy ktoś nie miał w dowodzie osobistym wpisane gdzie pracuje był podejrzany  a gdy miał pieniądze bez pracy był zwany spekulantem. Takim sposobem myślenia przesiąknąłem.

Czasy się zmieniły i aby dawać sobie w nich radę musiałem zmienić sposób myślenia. Uważam, że to dobra nowina dla osoby, która ma problemy z odnalezieniem się w otaczającej i zmieniającej codziennie rzeczywistości.

Stały dochód czy stała praca?

Stałe są z pewnością koszty utrzymania. Nie ulega wątpliwości, że trzeba mieć pieniądze na opłacenie rachunków, kupno jedzenia czy odzieży (przynajmniej w polskim klimacie).

Moi rodzice, czyli pokolenie obecnych 70+ przepracowali w jednym zakładzie od skończenia studiów do odejścia na emeryturę. Obecnie stała praca nie istnieje bo zmiany technologii i legislacyjne, poczynania konkurencji powodują, że zajęcia dziś są potrzebne, a za kilka miesięcy mogą nie być.

Przykład? Prowadziłem internetowy sklep z suplementami diety. Co kilka tygodni obroty podwajały się, aż wyszła ustawa nakazująca mieć na każdą informację ekspertyzę naukową. W innym przypadku nie można było napisać, że mięta pomaga na problemy z żołądkiem a pokrzywa działa odwadniająco. Dzieci to wiedzą, ale nie można było. Po wezwaniu do Sanepidu musiałem zmienić wszystkie opisy i w ciągu kilku tygodni sklep przestał być rentowny.

Praca dostępna na wyciągnięcie ręki daje pieniądze, ale zabiera czas. Gdy zacząłem się zastanawiać doszedłem do wniosku, że nie potrzebna mi stała praca, a stały dochód.

Dochód w dobie internetu

Przyznam się, że nie wiem jak uzyskać dochód bez wykonania wcześniej pracy lub zainwestowania pieniędzy w zakup czegoś co przynosi zysk.

Interesował mnie dochód, który wymagał na początku wykonania pracy, a potem pracochłonność malała, a dochody nie spadały. Taki rodzaj dochodu dają np. prawa autorskie bo utwór jest przygotowywany raz, a tantiemy otrzymywane później przez dłuższy czas. Warunkiem jest to, aby popyt na dzieło nie spadł (co stało się z książkami informatycznymi po pojawieniu darmowych porad i kursów w internecie)

Zacząłem szukać gdzie znajdują się pieniądze. W XXI wieku problemem nie jest wyprodukować coś a sprzedać to. Zatem jeżeli będę miał klientów zainteresowanych towarem lub usługą i doprowadzę ich do miejsca gdzie mogą je nabyć to sprzedawca za taką pomoc mi zapłaci.

Moje rozwiązanie

Uważam, że biznes powinien być korzystny dla każdej ze stron. Zatem współpracę z firmą, która np. udziela  staruszce pożyczki na astronomiczny procent z góry odrzuciłem.

Biznes, który wybrałem to kojarzenie par. Są ludzie, którzy szukają swojej drugie połowy. Internet daje możliwości globalne. Zadowolone będą osoby, które się poznały.

Usatysfakcjonowana będzie również firma, która przygotowała ofertę, sprawdziła dane osób, zadbała o wykonanie strony internetowej.

Partner handlowy powinien być stabilny, aby nie zniknął z rynku po napotkaniu pierwszych problemów. Znalazłem firmę działającą w tej branży od ponad ćwierć wieku.

Na czym polega biznes? Wśród klientów biura matrymonialnego znajduję osobę i umieszczam jej profil na Facebooku. Dbam o wykonanie opisu i potem zaczyna się dziać. Przeglądający FB, gdy trafią ciekawy post roześlą go do swoich znajomych. Ja pracę wykonuję raz, odwiedzający stronę płacą za usługę lub rozsyłają ją do ludzi, których ja nie znam, a firma płaci mi prowizję od sprzedaży.

Dochód

Liczba obserwujących

Czy pomysł się sprawdza? Kiedyś posty publikowałem kilka razy dziennie. Obecnie robię to raz dziennie a liczba odwiedzających rośnie – zatem jest jak miało być.