Impreza z okazji rocznicy ślubu

Nasza impreza po 31 latach małżeństwa

My w sierpniu 2019 roku

My w sierpniu 2019 roku

13 sierpnia wiele lat temu powiedzieliśmy sobie tak. Sporo rocznic minęło prawie niezauważalnie w natłoku różnych zajęć, ale od 25-tej zaczęliśmy bardziej zwracać uwagę i cieszyć się na kolejne. A nawet planować co zrobimy aby podkreślić szczególność tego dnia. Impreza zasiadana przy stole uginającym się od jedzenia i alkoholu to nie nasza bajka, zdecydowanie wolimy coś mniej oficjalnego. Wybraliśmy zatem nietypowe dla nas spędzenie niedzieli we dwoje.

31 lat minęło …..

31 lat temu...

31 lat temu…

Jak patrzę wstecz to jestem zadziwiona ile rzeczy się działo, ile wspomnień stworzyliśmy, ile etapów w naszym wspólnym życiu przeszliśmy. Coś sobie człowiek wyobraża podejmując decyzję o ślubie, a potem życie weryfikuje te wyobrażenia. Bywało wspaniale, fajnie, beznadziejnie, nijako, wkurzająco, radośnie. Uczyliśmy się siebie nawzajem aż po kilkudziesięciu latach razem odkryliśmy, że coraz bardziej lubimy ze sobą spędzać czas, gadać godzinami, pracować przy sąsiednich biurkach.

 

 

Impreza rocznicowa na rowerach w Warszawie

Rowery miejskie

Rowery miejskie

Zastanowiliśmy się czego nie robimy na co dzień. Wybór padł na wycieczkę rowerową wzdłuż Wisły. Na miejsce startu wybraliśmy Gocław niedaleko Wału, wypożyczyliśmy rowery miejskie Veturilo i ruszyliśmy ścieżką rowerową w stronę, powiedzmy, Otwocka. Ścieżka rowerowa wytyczona jest na wale przeciwpowodziowym i wydawało mi się, że po jednej stronie będzie widać rzekę. Nic z tych rzeczy 🙂

Wisła

Wisła

Rozciągał się ładny widok na łąki, zarośla i drzewa. Zjechaliśmy zatem z wału i dzielnie popedałowaliśmy przez łąkę i zarośla, bo skoro impreza miała być z widokiem na Wisłę, to jedziemy. Okazało się, że od wału przeciwpowodziowego to jakieś 400-500 metrów. Ale warto było bo wylądowaliśmy na pustej piaszczystej plaży nad samą wodą.

Długość trasy dobraliśmy do naszej nie za dużej kondycji. Przejechaliśmy, z przerwami na podziwianie widoków, pobyt nad Wisłą i wzmacniające lody w McDonald, ok. 14-15 km. Było niecodziennie i naprawdę radośnie.

Impreza w restauracji indyjskiej

Po rowerach (wypożyczenie w Warszawie 2 rowerów na trzy godziny to koszt 18 zł) wybraliśmy obiad w restauracji indyjskiej Kalyan na Gocławiu. Byliśmy tam pierwszy raz. Z Internetu dowiedzieliśmy się, że kalyan to w sanskrycie coś pomyślnego i pięknego, czyli w sam raz na rocznicę ślubu. Gotują kucharze pochodzący z Nepalu. Na co dzień jemy głównie rośliny, rzadko drób i ryby. Wybraliśmy zatem (żeby było inaczej niż codziennie) ryż z baraniną, mocno doprawiony, aromatyczny i pikantny. Bardzo nam smakowało, więc na pewno do Kalyan jeszcze wrócimy.

Rocznica ślubu

Rocznica ślubu

Zgodnym głosem uznaliśmy, że impreza z okazji przeżytych wspólnie 31 lat była bardzo udana, dodała nam energii i dobrych nastrojów. I przeżyliśmy ją po swojemu.

Please follow and like us:

Niedziela

Niedziela

Dlaczego niedziela jest dla nas ważna? Pracujemy głównie z domu. Zadania wykonujemy samodzielnie. Rzeczywistość jest taka, że zawsze jest coś do zrobienia, poprawienia. Nie wynika to z naszej pazerności na pieniądze. Motorem raczej jest chęć jak najlepszego zrobienia tego, co jest naszą pasją.

Powstaje błędne koło. Praca w domu. Dom w pracy. Po pewnym czasie praca cieszy coraz mniej.

Niedziela jako antidotum na znużenie

W tygodniu tęsknimy do odmiany. Rutyna powoduje, że działamy efektywnie. Potrzebny jest nam jeden dzień jak najbardziej odmienny od pozostałych.

Zaczyna się od tego, że w sobotę nie nastawiamy budzików. Otwieramy oczy wówczas gdy się wyśpimy.

Ponieważ w niedzielę nie ma pośpiechu, po przebudzeniu sięgamy po książki, które leżą obok łóżka.

Potem jest wspólne śniadanie.

Kolejnym punktem dnia jest dzwonienie do mam.

Niedziela to również wspólne robienie obiadu.

Po nim ruszamy w świat. Cały czas staramy się robić to, czego nie robimy w dni robocze. Z drugiej strony jest całkowity “szlaban” na pracę. I w tym momencie zaczyna działać przekorna natura ludzka a może trochę siła przyzwyczajenia. Zaczynają nam się pojawiać w głowach pomysły, co chcemy zrobić w naszej pracy. Umowa to umowa – w niedzielę nie wolno. W rezultacie zaczynamy wyczekiwać poniedziałku.

Niedziela – odmienna od wszystkich innych

Niedziela - wielbłąd

Niedziela – wielbłąd

Po obiedzie wyruszamy z domu. Staramy się spędzać czas w plenerze. Czasami wędrówka zaowocuje ujrzeniem egzotycznego zwierzęcia.

 

 

 

 

Niedziela - lemoniada

Niedziela – lemoniada

Inną atrakcją jest wyprawa na lody, albo odwiedzenie miejsca, o którym słyszeliśmy. Może być to kino, kawiarnia, park. Ważne, żeby było to coś czego nie robimy w dni robocze.

 

 

 

 

 

 

Dlaczego akurat niedziela?

Niedziela jest dniem, który gdy będzie wolny spowoduje najmniej problemów w kontaktach z klientami, pacjentami. Nauczyli się, że jest jeden dzień, w który jesteśmy niedostępni. Przesłane e-maile, SMS-y, telefony czekają do poniedziałku.

Większość naszych znajomych również odpoczywa w niedzielę, więc zsynchronizowanie kalendarzy nie stanowi problemu.

Gdy wolny dzień dobiega końca nie myślimy z przerażeniem o poniedziałku. Cieszymy się z tego co się wydarzyło i czekamy na początek nowego tygodnia.

Please follow and like us:

Nasza historia

Nasza historia

Piszemy bloga już kilka miesięcy. Na początku była niepewność, czy będzie nam się chciało, czy będziemy mieli o czym pisać, czy po kilku wpisach nie przyjdzie nam do głowy, że fajniejsze jest garncarstwo itp. itd. Ale zdania nie zmieniliśmy, nadal cieszymy się z pomysłu, iż życie zaczyna się po pięćdziesiątce. Bo dzieci odchowane, nogi i ręce się ruszają, rozterek życiowych jakby mniej. Skoro tyle wytrwaliśmy i nie zamierzamy przestać cieszyć się życiem, postanowiliśmy się bardziej przedstawić. Chętnie będziemy poznawać również czytelników naszego bloga. A może kiedyś jakaś wspólna wycieczka?

Nasza historia – Kasia

Na imię mam Kasia i pierwsze 20 lat swojego życia spędziłam w Radomiu. Wychowałam się w czasach kiedy każdą wolną chwilę spędzało się na podwórku. Było super. Dzieliliśmy się wszystkim (jedzeniem, gumą Donald, wrotkami….), gadaliśmy godzinami, graliśmy w karty i w gumę. Potem drogi się rozeszły a moja poprowadziła do Lublina na Akademię Medyczną. Zbyt przykładną studentką nie byłam, zdecydowanie bardziej pasjonowała mnie włóczęga z plecakiem po Roztoczu i w górach.

Kasia

Kasia

Ale małymi krokami do przodu. Po 3 roku zdecydowaliśmy z Witkiem się pobrać (znaliśmy się już 4 lata) i wspólnie zamieszkaliśmy w Warszawie. Po ślubie zmieniła się perspektywa patrzenia, studia były już raczej obowiązkiem, który trzeba skończyć, żeby iść do pracy i zacząć zarabiać pieniądze. I tak oto zostałam lekarzem. Szczęście miałam ogromne bo w pierwszych latach pracy zawodowej napotkałam na swojej drodze wspaniałych, mądrych lekarzy, od których mogłam się uczyć. Szczególnie ciepło i do końca życia zachowam wspomnienia związane z Panią Profesor Frank-Piskorską, której już niestety nie ma z nami.

 

Codzienność  to głównie praca w warszawskim szpitalu, nauka, zrobienie 3 stopni specjalizacji, napisanie doktoratu, pisanie książek medycznych, uczenie studentów. Hmm, jak się w którymś momencie zastanowiłam to strasznie dużo było tej pracy. I pomyślałam, że skoro pamiętam o czym marzyłam mając 10 lat, to może warto ustalić inaczej priorytety i przegrupować siły.

Atar

Atar

I w naszej rodzinie (wówczas 3 osobowej) pojawiły się jeszcze 2 zabiedzone dwuletnie konie i 1 pies rasy Rodesian Ridgeback. Zrobiło się wesoło i bardzo odpowiedzialnie. Chcieliśmy mieć czas dla nowych członków rodziny. A one wniosły coś bardzo cennego – poczucie, że stanowimy zespół i współdziałamy ze sobą.

Lata mijały, syn dorósł, najpierw wyjechał na studia do Łodzi a potem do Anglii, żeby jeździć konno od rana do nocy. Po dwunastu wspaniałych latach odszedł nasz przyjaciel Atar.

Kalipso i Milton

Kalipso i Milton

Są nadal dwa duże futrzaki opisane w paszportach jako koń rasy małopolskiej. Życie toczy się nadal. Pomału zmniejszam czas  swojej aktywności lekarskiej. Chcę mieć czas na rozmowy z mężem i synem, na spotkania z ciekawymi ludźmi, na swoje pasje, na realizowanie marzeń, czytanie książek. Pilnuję swojego nastawienia, uciekam od ponurych i narzekających ludzi. I bardzo podoba mi się stare chińskie powiedzenie „Jeżeli chcesz być szczęśliwy to bądź”.

Nasza historia – Witek

Pierwszym wpisem w blogu „Życie zaczyna się po pięćdziesiątce” był  przedstawiający nas.  Od owego czasu minęło niemal siedem miesięcy. Pisanie zmusza do zastanawiania się. Krytycznego spoglądania na siebie i swoje prace. Pora na poszerzenie opisu.

Witek i Milton

Witek i Milton

Nie jestem osobą o jednoznacznie określonych zainteresowaniach. Mój start zawodowy przypadał na okres, gdy w Polsce pojawiały się komputery osobiste. Uległem temu trendowi i dowiedziałem się o nich sporo.

Gdy byłem w szkole podstawowej myślałem o tym, aby zostać nauczycielem fizyki lub chemii. Umiałem uczyć się tych przedmiotów, a moi rówieśnicy nie zawsze. Chciałem pokazywać ludziom jak są one proste a ich znajomość przydatna. Belfrem nie zostałem. Skończyłem politechnikę.

Z połączenia zainteresowania komputerami i popularyzowania wiedzy powstało pisanie o programach komputerowych. Chyba to moje ulubione zajęcie, bo zajmuję się nim od 1993 roku do dziś.

Równolegle w 2007 roku zacząłem zajmować się masażami. Mnie, parającego się naukami ścisłymi zaskoczyło jak bardzo chętnie uczę się ich tajników. Odkryłem, że usuwanie z lic ludzi cierpienia i powodowanie, że na ich twarzach i w oczach pojawia się uśmiech daje mi niesamowitą frajdę.

Informatyk, inżynier kojarzy się raczej z introwertykiem. Po pięćdziesiątej wiośnie życia zauważyłem jak dużą radość czerpię  z kontaktów z ludźmi. Okazało się, że introwertyzm był w moim przypadku narzucony przez środowisko. Na szczęście prawdziwa natura zatriumfowała. Na szczęście, bo wbrew niej da się żyć, ale jest trudniej. A tak mogę wykorzystywać cechy charakteru i umiejętności wyuczone.

Gdy poznawałem fizykę i chemię zastanawiałem się „Jak to mogę wykorzystać?”. Takie samo pytanie postawiłem sobie, gdy uświadomiłem sobie, że mam dwie natury. Okazało się, że mogę… stworzyć sobie alternatywę dla niepewnej emerytury. Dopatrywanie się w ludziach dobrego ułatwia mi kontakty a nimi. Systematyczność i podstawy wiedzy o komputerach pomagają w budowaniu społeczności w Internecie. Grupy rosną, a wraz z nimi sprzedaż. Będzie to źródło utrzymania, gdy nie będę już mógł masować i pisać.

Nie chodziłem jeszcze do szkoły a już z ojcem wyprawiałem się na ryby. Fascynował mnie podwodny świat, zwyczaje ryb, a na wyobraźnię działały giganty żyjące w odmętach. W 2003 roku w naszym życiu pojawiły się konie. Możliwość obserwowania ich, uczenia się komunikacji z nimi spowodowała, że na zwierzęta zacząłem patrzeć inaczej. Ryby przestałem łowić.

Nas już znacie. Chętnie poznamy czytelników naszego bloga.

Please follow and like us: