Pierwsza wycieczka po kwarantannie – Gdańsk

Długo nas nie było ale pierwsza w naszym życiu pandemia wywołała różne zmiany w głowach i trybie życia. Absorbujące zmiany. Ale już wracamy do bloga 🙂 .

Gdańsk – co zobaczyliśmy w jeden dzień

Ostatnie półtora miesiąca spędziliśmy głównie w domu, pracując i organizując się w nowej rzeczywistości. Okazało się, że dajemy radę. Ja do czasu. Kolejne dni mijały w ten sam sposób – pobudka, poranne aktywności, praca z domu, czytanie, nauka angielskiego, w ramach atrakcji wyjście do spożywczaka. Po miesiącu takiego życia zaczęłam mieć dość. Więc jak tylko padło hasło: powoli zwiększamy aktywność, od razu wiedziałam, że muszę gdzieś jechać.

Wybór padł na Gdańsk. To przepiękne miasto z mnóstwem atrakcji. Ponieważ miejsca noclegowe były jeszcze nieosiągalne, muzea pozamykane, zgromadzenia i imprezy zakazane, pojechaliśmy na jeden dzień. Samochodem w jedną stronę to cztery godziny z przerwą na kawę i hot doga. W Gdańsku byliśmy 5 godzin a potem z powrotem do domu.

Spacer wśród kamieniczek

Pierwsza część to spacer – przemierzyliśmy ulicę Długą, Długi Targ, Mariacką (bardzo polecam) oraz Długie Pobrzeże nad Motławą. Ludzi niewiele, cisza i spokój, można było podziwiać kamienice, ich zdobienia i wykończenia. Witek był w Gdańsku po raz pierwszy, ja kolejny, ale te kamieniczki za każdym razem wywołują mój zachwyt.

 

 

 

Niektóre wąziutkie na jedną kolumnę okien, inne szersze – na trzy okna. Szare, kolorowe, zdobione rzeźbami, malowidłami, okiennicami – na co kogo było stać. Wzdłuż Długiego Targu, gdzie mieszkali bogatsi gdańszczanie, bardziej zdobne i okazałe. W wielu miejscach do kupienia cudeńka z bursztynu.

Gdańsk Brzeźno – spacer po plaży i molo

Druga część wycieczki to spacer nad morzem. Wybraliśmy okolice molo w Brzeźnie. Widok bezkresnego morza po półtora miesiąca oglądania głównie własnego mieszkania bezcenny. Fale pluskały, statki zmierzały do portów w Gdańsku i Gdyni. Z każdą kolejną godziną czułam jak wraca mi dobry nastrój. W restauracji nadmorskiej kupiliśmy dorsza z frytkami na wynos (bo jeszcze wszędzie obowiązywał zakaz działania stacjonarnego). Cieszyło nas wszystko – możliwość spacerowania, przestrzeń, brak tłumów, gapienie się na morze bez pośpiechu i bez patrzenia na zegarek.

Rozśmieszała nas zmiana zachowań jaka zaszła w niespełna 2 miesiące. Teraz przed zjedzeniem czegokolwiek, polewaliśmy ręce płynem dezynfekcyjnym. I pomyśleć, że kiedyś wystarczyło trzymać kanapkę przez papier lub torebkę.

Wycieczka do Gdańska była najlepszą psychoterapią i bardzo się cieszymy, że nie pomyśleliśmy: nie warto na jeden dzień.

Bunkry! Czyli co znajdziecie w lesie Kumiecie.

Kumiecie Wielkie Cmentarz

Kumiecie Wielkie Cmentarz

Wieś Kumiecie została włączona do Gołdapi. O jej istnieniu przypominają tablice, zaniedbany cmentarz i bunkry.

 

 

 

 

 

 

Kumiecie Wielkie - zachowany bunkier

Kumiecie Wielkie – zachowany bunkier

W czasach II Wojny Światowej rola jej była znacznie większa, o czym świadczą rozliczne… bunkry.

Co jest pod sanatorium?

Wnętrze bunkra

Bunkry są… posprzątane

Budynek A sanatorium „Wital” posadowiony jest na fundamentach bunkrów. Świadczą o tym grubsze ściany w okolicach basenu, i kawiarni. Dobrze zachowane bunkry można zobaczyć po wyjściu z terenu sanatorium w kierunku ulicy Wczasowej.

Linia kolejowa

Las Kumiecie - zabudowania przy byłej linii kolejowej

Las Kumiecie – zabudowania przy byłej linii kolejowej

Tu, gdzie obecnie znajduje się ulica Wczasowa była niegdyś linia kolejowa. Idąc nią można zobaczyć rozliczne pozostałości dawnych budowli. Mieściło się tutaj Dowództwo Wojsk Lotniczych – Luftwaffe. Miejsce nosiło kryptonim „Robinson”. Pochodził on od nazwy pociągu pancernego, którym podróżował Hermann Göring.

Bez problemów można było linią kolejową dojechać do Gierłoży koło Kętrzyna.

Bunkry średnie

Bunkry noszą ślady po pociskach

Bunkry noszą ślady po pociskach

W nocy z 19. na 20. X 1944 roku zbliżała się w okolice lasu Kumiecie Armia Czerwona. Niemcy nie chcąc, aby umocnienia dostały się w ręce wroga, wysadzili je. Nie wiedzieć czemu ocalały dwa bunkry średnie. Mimo upływu czasu robią wrażenie. Mają one 12 m szerokości, 24 m długości. Grubość wykonanych ze zbrojonego betonu ścian i stropów wynosiła od 2 do 2,5 m.

 

Otwórz strzelniczy - widok od strony atakujących

Otwórz strzelniczy – widok od strony atakujących

W bunkrze znajdowały się otwory strzelnicze usytuowane tak, aby załoga miała pole manewru, zaś atakujący mogli starać się trafić tylko w niewielki otwór.

 

 

 

 

 

 

Ślady po innych budowlach pokrywa mech

Ślady po innych budowlach pokrywa mech.

Budowla ma wyjścia naziemne. Legenda głosi, że bunkry miały ukryte wejścia do tuneli, którymi można było się ewakuować z obiektu a wśród załogi było 2… 3 żołnierzy wiedzących jak otworzyć wejście. Teren kryje jeszcze sporo niespodzianek. Świadczą o tym fragmenty fundamentów, które można wypatrzeć w leśnej gęstwinie. Kto je odkryje?

Mosty w Stańczykach zwane akweduktami północy

Najwyższe mosty kolejowe w Polsce

Mosty w Stańczykach

Mosty w Stańczykach

Na północy Polski nad rzeką Błędzianką w Stańczykach, niedaleko granicy z obwodem kaliningradzkim, stoją dwa mosty. Pierwszy (północny) został zbudowany w latach 1912-1914, drugi (południowy) w latach 1923 – 1926. Są one zbudowane z żelbetonu, a zdobienia przywodzą na myśl akwedukty rzymskie.

 

 

 

 

Mosty w Stańczykach widok z parkingu

Widok z parkingu

Posiadają po pięć przęseł każdy, o równych 15 metrowych łukach. Pociągi kursowały po nich od 1927 roku, głównie osobowe i cieszyły się popularnością  wśród grzybiarzy oraz wędkarzy. Linia dochodziła do miejscowości Żytkiejmy i liczyła 35 km.

W 1945 roku armia radziecka rozebrała tory i wywiozła je jako zdobycz wojenną. Obecnie po mostach można spacerować (po wykupieniu biletu) podziwiając widoki z wysokości 36,5 metrów. Długość konstrukcji to 180 metrów.

Rzeka Błędzianka

Rzeka Błędzianka

Można zejść po drewnianych stopniach nad rzekę.

Mosty w Stańczykach – informacje praktyczne

Widok na sąsiedni most

Widok na sąsiedni most

Ścieżki spacerowe pod mostami

Ścieżki spacerowe pod mostami

Dojazd jest dobrze oznakowany. Niedaleko mostów jest parking. Byliśmy w listopadzie, liczba zwiedzających była umiarkowana, parking bezpłatny a zlokalizowane przy nim punkty gastronomiczne i z pamiątkami zamknięte. W zimie, przy dużych opadach śniegu, zejście do Błędzianki może być niewykonalne. Mosty znajdują się na terenie prywatnym, bilety normalne kosztowały 6 zł (napis informował, że opłata idzie na renowację mostów). W 2003 roku Gazeta Współczesna podała, iż mosty zostały kupione za 125 tys. zł przez osobę prywatną, natomiast muszą zostać poddane remontowi, którego koszty szacowano na 2 mln zł.