Szczęście

Korki i szczęście

Korki i szczęście

Korki i szczęście

Minęły Święta Bożego Narodzenia.  Wróciłem do pracy czyli: wstałem przed świtem, zjadłem śniadanie i ruszyłem w drogę.

To dobrze czy źle?

Z punktu widzenia drastycznego przerwania słodkiego lenistwa i obżarstwa – źle. Jeżeli jednak zastanowiłem się 3 sekundy nad sytuacją, to okazało się, że… mam szczęście.

Dlaczego?

Na szczęście wstałem o własnych siłach. Jestem zdrowy i sprawny. Ile osób Święta lub powroty z nich zakończyło w szpitalnym łóżku? To, że dziś jestem sprawny nie oznacza wcale, że będę jutro. Nie będzie to trwać wiecznie.

Mam pracę, która jest ludziom potrzebna. W związku z tym mam szczęście bo sam też jestem użyteczny. Nie jest miło mieć świadomość, że to co potrafię robić jest potrzebne innym tak jak rybie rower.

Mam na paliwo? To też jest super. Znaczy to, że biznes działa.

Jak popatrzeć z tej perspektywy na korki to… mam farta 🙂

Mam przywilej jazdy do pracy samochodem. Taką sobie sprytną wybrałem, zorganizowałem. Dzięki temu, że usiadłem na chwilę z kartką i ołówkiem mogłem zaproponować ceny, które są atrakcyjne dla klientów.

Na szczęście sam ustalam godziny pracy. Do roku 1989 było bezpieczeństwo. Po nim jest wolność. Mogę pracować kiedy mi to odpowiada.

Mam możliwość pracować na własną markę. Oznacza to, że mojego skutecznego działania nikt nie przypisuje sobie. Ja zrobiłem – ja mam efekty.

Szczęście jest w nas

Uważam, że wszystko co mnie spotyka jest neutralne. To czy będzie oznaką porażki czy szczęścia zależy od mojej reakcji. Problemy komunikacyjne postrzegane są jako zło. Jeżeli nie ulegnę pierwszemu wrażeniu, nie będę powtarzał obiegowych opinii okaże się, że doświadczanie ich jest oznaką sukcesu.

Korki nie są jedynymi aspektami życia, które mają dwie strony. Oczywiście mogę ulec pierwszemu wrażeniu.

Umysł podsuwa mi rozwiązania bezpieczne, zachowawcze, sprawdzone. Za ich sprawą będę tkwił w tym samym miejscu. Nic nie zmienię ponieważ nie zdobędę się na wysiłek i pośpię rano. Zostanę w domu bo dojazd zajmie mi czas.

Zamiast rozwijać się będę stopniowo się wycofywał. Rezygnował gdy zrobienie czegoś będzie wymagało wysiłku lub nie będzie wygodne.

Dlatego, że wiem, iż pierwsza myśl nie musi być najcelniejsza okazuje się, że korki nie są jednoznacznie złe.

 

Szczęście w nas

Czasami łapiemy się na myśleniu: gdyby było tak i tak (w tym miejscu układamy odpowiedni scenariusz), toby było świetnie. A nie jest bo wydarzenia i sytuacje w realu są inne niż w scenariuszu. I uwiera ta myśl jak gwóźdź w bucie.

Ale na ratunek przychodzą wtedy książki (dlatego warto czytać 🙂 ). Nas zauroczyła historia komiwojażera opowiedziana przez czeskiego pisarza Jana Šmida. Już tytuł dobrze brzmi „Czyste radości mojego życia”. Też Wam się podoba?

Z tyłu na okładce zapowiedź „Pogodna, pełna humoru opowieść o człowieku, który bierze życie takim, jakie jest, i potrafi się radować każdą jego chwilą”. Lubimy pogodne książki. Ta okazała się nie tylko pogodna ale i mądra.

Pokazuje, że warto się cieszyć zwykłą chwilą, parzeniem kawy, spotkaniem drugiego człowieka, albo zwierzęcia, widokiem zachodzącego słońca, chwilami zadumy. Ta radość ma wypływać z nas a nie być zależna od pogody, okoliczności lub innych ludzi. Ta radość dotyczy naszego życia dlatego warto o niej decydować samemu.

Czyste radości mojego życia

Czyste radości mojego życia