Gdy uczyłem się w szkole podstawowej angielskiego, miałem nauczycielkę, która opowiadała jak wygląda Anglia, czym ona różni się od Polski. Opowieści te na tyle zapadły głęboko we mnie, że miałem marzenie – zobaczyć jak Anglia wygląda, poczuć ją, doświadczyć, otoczyć się nią. Czytaj dalej, jeśli chesz się dowiedzieć co najbardziej zapadło mi w pamięć.
Angielskie śniadanie
English breakfast – z tym kojarzyła mi się Anglia. Jedni przestrzegali mnie, że to jest paskudztwo a inni byli zachwyceni. Spróbować specjału zdarzyło mi się w pensjonacie a nie hotelu. Gospodarze dbali o zadowolenie gości, więc i angielskie śniadanie było dopracowane. Dzięki temu nie było jajecznicy z proszku.
English breakfast składał się z: jajka sadzonego, podsmażonego bekonu i kiełbaski, grzanek, smażonych pieczarek (innych grzybów Anglicy najczęściej nie jadają, bo rosną w lesie a las jest królowej. Nie wypada królowej okradać i zbierać grzybów), fasolki w sosie pomidorowym (chyba pochodziła z puszki – do dostania w Polsce), kilku plasterków pomidora lub ogórka.
Przyrządzenie tylu rzeczy na ciepło jest pracochłonne. Znajomy Anglik zdradził sekret. Angielskie śniadania jada się rzadko, a na co dzień English breakfast to grzanki z dżemem. W Polsce tradycyjnym daniem jest schabowy z kapustą i ziemniakami. Tylko kto go jada codziennie?
W pensjonacie byli też Anglicy. Nic też dziwnego, że codziennie zamawiali English breakfast.
Moje wrażenia? Zestaw jest kaloryczny i dający uczucie sytości na kilka godzin. Przyrządzony po domowemu – smaczny, aczkolwiek konsystencja kiełbasek różni się od znanych w Polsce. Raczej przypominały parówki.
Ruch lewostronny
Ruch lewostronny to dla mnie coś wielce egzotycznego. Gdy jechaliśmy z lotniska (jako pasażerowie – na szczęście) na rondach odruchowo patrzyłem… oczywiście w lewo. Tymczasem pojazd, który trzeba było przepuścić zbliżał się z prawej.
Taka sama niespodzianka jest przy przechodzeniu przez ulicę. W Londynie, gdzie przybyszy z kontynentu jest więcej niż gdzie indziej, na przejściach dla pieszych napisane jest, w którą stronę nalezy spoglądać, aby bezpiecznie przejść. Jest to wielce pomocne, bo podchodząć do ulicy odruchowo patrzyłem najpierw w lewą stronę.
Angielskie taksówki
Brzydactwo, ale praktyczne. Auto jest wysokie, aby wsiadając nie trzeba było zdejmować kapelusza. Obok kierowcy znajduje się miejsce na bagaż. To pamiątka po czasach, gdy ludzie podróżowali z przepastnymi kuframi.
Oczywiscie kierownica po prawej stronie auta. No i sam ten wygląd aut, które są symbolem Anglii. Wspaniały!
Angielskie krany
Anglia jest jedynym krajem, w którym widziałem, że kran z zimną wodą i kran z gorącą wodą są oddzielne. Wodę można zmieszać tylko po nalaniu do naczynia lub zakorkowanej umywalki.
Podobno jest to dlatego, aby… oszczędzać wodę i nie lać jej bez umiaru. Trzeba nabrać, wykorzystać i już. Oddzielne krany są dla mnie również symbolem Anglii, ale nie tak pięknym jak np. taksówki.
Angielskie włączniki prądu
Zaskakujące było dla mnie to, że przy każdym gniazdku znajdował się włącznik i był w pozycji wyłączonej. Nie wystarczyło włożyć wtyczkę do kontaktu. Trzeba jeszcze włączyć napięcie w gniazdku.
Gdy kontaktowi lepiej się przyjrzeć, okazuje się, że jest on przystosowany do bolców prostokątnych. Trzeba mieć przejściówkę, aby do gniazdka angielskiego podłącyć polską wtyczkę. Na szczęście napięcie jest identyczne jak w Polsce.
Wyłączniki prądu znajdują się również w łazienkach np. przy przepływowym podgrzewaczu wody. On jest również zasilany z gniazdka z włącznikiem. W celu bezpieczeństwa jest on umieszczony na suficie i aby nie dotykac go dłonią, przyczepiony jest do niego sznureczek.
Podobno istnienie włączników podyktowane jest względami bezpieczeństwa. Fakt, włożenie gwoździa czy drutu do kontaktu przez dziecko jeszcze nie musi skończyć się porażeniem prądem.
A wam z czym kojarzy się Anglia?





