Co robić w wolnym czasie? Park Skaryszewski – Warszawa atrakcje

Warszawa ma różnorodne atrakcje. Jedną z nich jest Park Skaryszewski. Nawet jeśli temperatura wynosi 1oC, można wziąć kijki do nordic walking, objeść Jezioro Kamionkowskie. A oto co zobaczyliśmy…

Zielona trawa w Parku skaryszewskim

Zielona trawa w Parku Skaryszewskim

 

 

 

 

 

 

 

Jezioro_Kamionkowskie

Jezioro Kamionkowskie jeszcze skute lodem

 

 

 

 

 

 

 

Powalone drzewo

 

 

 

 

 

 

 

1 stopień i deszcz nie przeszkodziły nam w spacerze

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pola Elizejskie czy Park Skaryszewski?

Ulica Elmila Wedla

Nordic walking i bobry

Nordic walking przypadł nam do gustu i uprawiamy go zamiast biegania. Pozwala na energiczne przemieszczanie się, dotlenienie a nie jest tak obciążający dla stawów jak bieganie. Chodząc z kijkami można zobaczyć dużo więcej niż zza szyb samochodu, zatrzymać się i zrobić zdjęcie. 

z czego bobry budują tamy 

z czego bobry budują tamy 

Większość naszej rasy spacerowej wiodła wzdłuż kanału Nowa Ulga. Wpada on do Wisły i spora jego część biegnie wzdłuż Trasy Siekierkowskiej.  

Jakież było nasze zdziwienie, gdy ujrzeliśmy drzewo ścięte zębami bobra. Nie był to jedyny przypadek, gdyż nowe drzewa posadzone między kanałem a chodnikiem mają dół pnia otoczony metalową siatką. Za chodnikiem już nie mają tej ochrony. Czyżby trotuar był dla bobra granicą wędrówki? Zdaje się, że tak. 

Osiedla zostały pobudowane na terenach zajmowanych przez zwierzęta. Pozostały nieliczne ostoje jak np. rezerwat czapli siwej. To sympatyczne, że bobry nie wyniosły się całkiem z okolicy i widać ich ślady. Mile jest także to, że ogrodnicy miejscy cześć drzew chronią przed bobrami a niektóre pozwalają im ścinać. 

Pierwsza wycieczka po kwarantannie – Gdańsk

Długo nas nie było ale pierwsza w naszym życiu pandemia wywołała różne zmiany w głowach i trybie życia. Absorbujące zmiany. Ale już wracamy do bloga 🙂 .

Gdańsk – co zobaczyliśmy w jeden dzień

Ostatnie półtora miesiąca spędziliśmy głównie w domu, pracując i organizując się w nowej rzeczywistości. Okazało się, że dajemy radę. Ja do czasu. Kolejne dni mijały w ten sam sposób – pobudka, poranne aktywności, praca z domu, czytanie, nauka angielskiego, w ramach atrakcji wyjście do spożywczaka. Po miesiącu takiego życia zaczęłam mieć dość. Więc jak tylko padło hasło: powoli zwiększamy aktywność, od razu wiedziałam, że muszę gdzieś jechać.

Wybór padł na Gdańsk. To przepiękne miasto z mnóstwem atrakcji. Ponieważ miejsca noclegowe były jeszcze nieosiągalne, muzea pozamykane, zgromadzenia i imprezy zakazane, pojechaliśmy na jeden dzień. Samochodem w jedną stronę to cztery godziny z przerwą na kawę i hot doga. W Gdańsku byliśmy 5 godzin a potem z powrotem do domu.

Spacer wśród kamieniczek

Pierwsza część to spacer – przemierzyliśmy ulicę Długą, Długi Targ, Mariacką (bardzo polecam) oraz Długie Pobrzeże nad Motławą. Ludzi niewiele, cisza i spokój, można było podziwiać kamienice, ich zdobienia i wykończenia. Witek był w Gdańsku po raz pierwszy, ja kolejny, ale te kamieniczki za każdym razem wywołują mój zachwyt.

 

 

 

Niektóre wąziutkie na jedną kolumnę okien, inne szersze – na trzy okna. Szare, kolorowe, zdobione rzeźbami, malowidłami, okiennicami – na co kogo było stać. Wzdłuż Długiego Targu, gdzie mieszkali bogatsi gdańszczanie, bardziej zdobne i okazałe. W wielu miejscach do kupienia cudeńka z bursztynu.

Gdańsk Brzeźno – spacer po plaży i molo

Druga część wycieczki to spacer nad morzem. Wybraliśmy okolice molo w Brzeźnie. Widok bezkresnego morza po półtora miesiąca oglądania głównie własnego mieszkania bezcenny. Fale pluskały, statki zmierzały do portów w Gdańsku i Gdyni. Z każdą kolejną godziną czułam jak wraca mi dobry nastrój. W restauracji nadmorskiej kupiliśmy dorsza z frytkami na wynos (bo jeszcze wszędzie obowiązywał zakaz działania stacjonarnego). Cieszyło nas wszystko – możliwość spacerowania, przestrzeń, brak tłumów, gapienie się na morze bez pośpiechu i bez patrzenia na zegarek.

Rozśmieszała nas zmiana zachowań jaka zaszła w niespełna 2 miesiące. Teraz przed zjedzeniem czegokolwiek, polewaliśmy ręce płynem dezynfekcyjnym. I pomyśleć, że kiedyś wystarczyło trzymać kanapkę przez papier lub torebkę.

Wycieczka do Gdańska była najlepszą psychoterapią i bardzo się cieszymy, że nie pomyśleliśmy: nie warto na jeden dzień.